Ale mam radochę, w następny weekend Luby będzie już ze mną. Ciesze się przeogromnie, szkoda tylko, że na tydzień zostaje i znowu pojedzie... Dopiero teraz czas ciągnie się przeokropnie! Bo to niby tak blisko, a jednak tak daleko... Codziennie rozmawiamy na skype, dobrze że jest taki wynalazek, człowiekowi jakoś łatwiej... :) W tamtą niedziele podawałam paczkę dla Lubego, przede wszystkim znalazło się tam jedzonko... mięsko, oczywiście pierogi i krokiety z kapustą. Wszystko robiłam "na hura" i szczerzę, miałam dość tego weekendu, strasznie szybko uciekł i czułam się zmęczona, bo w sobotę jak na złość musiałam zostać dłużej w pracy, w piątek również nie było lepiej, naleśniki smażyłam na dwie patelnie, w międzyczasie kapusta i mięso takie łopatkowe. Ale widząc ten uśmiech wieczorem i zachwalanie, jakie to dobre i jak nam z mamą dziękuje to aż miło :)
Jak Luby przyjedzie to ja chce wziąć wolne (jeszcze stary urlop) trzymajcie kciuki, chcemy kupić obrączki, pojechać do krawcowej od sukni, iść do księdza i mamy w planie kupić orbitreka bo bardzo długo o tym myślimy i na pewno w naszym domu kiedyś byłby :D, tylko nie wiemy jakiego, czy nowy używany, doradzi ktoś coś? na razie przeszukujemy internet i podczytujemy co lepsze :)
Moje nowe buty sprawują się bardzo dobrze, ćwiczę codziennie, a to z Ewką skalpel lub skalpel wyzwanie, a to z pomocą przychodzi internet, a to sama coś sobie wymyślam... zawsze chciałam zacząć się ruszać, bo praca siedząca, ale czasem brakowało czasu a bardziej pewnie chęci... tylko czuje, że jak Luby wróci to całkiem mi przeorganizuje czas na ten tydzień... ;)
Ja nie mam czasu zająć się w sumie sobą, miałam szukać zaproszeń, miałam "tworzyć" śpiewniki, ale ciągle jestem w trasie... rodzinka przyszła nie daje o sobie zapomnieć i nie daję mi się nudzić ;) Albo mnie odwiedzają. albo karzą siebie odwiedzać więc ciągle kursuje, albo przyjmuje gości :) W sumie ten tydzień jest taki, że nigdzie nie byłam mimo, że do teściowej miałam jechać i do Lubego brata i do koleżanki, chyba się zbuntowałam, ale może dzisiaj się wybiorę gdzieś, żeby auto bezczynnie nie stało... ;)
Ja jednego pączka już zjadłam, rano dostałam od Pana Janka, szef za chwile pewnie też wparuje z pączkami.. więc nie będzie wyjścia trzeba będzie to zjeść... ;)
Codzienne życie kobiety szczęśliwej, żony fajnego męża, mamy wcześniaka...
czwartek, 27 lutego 2014
wtorek, 18 lutego 2014
Nominacja od KROPKI, dziękuje i odpowiadam :)
1. Jak wyglądałyby Twoje wymarzone Walentynki?
Dla mnie najfajniejsza niespodzianką walentynkową byłby wyjazd np. nad morze albo w góry, taka niespodzianka :)
2. Za co najbardziej cenisz swoich rodziców?
Tate? Za dobroć, ciepło, wysłuchanie i nigdy nie narzucanie zdania. Mame? Zazwyczaj to co chce to ma :P
3. Do czego masz słabość?
Do Lubego :P Do dobrego jedzenia, do bagietki z kurczakiem, do wafelków oblanych mleczną czekoladą, do storczyków, ładnych firan :P
4. Twoje życiowe motto?
"Żyj każdym dniem tak, jak by miał być Twoim ostatnim"
5. Twój największy życiowy sukces?
Wydaje mi się, że takim sukcesem jest fakt, że czuje się po prostu osobą szczęśliwą, bo jak wiele ludzi nie może znaleźć szczęścia, ciągle czują się nieszczęśliwi... bardzo współczuje takim ludziom. Myślę, że to naprawdę jest jakiś sukces... kiedy widzę, cierpienie innych jeszcze bardziej upewniam się w tym przekonaniu i dziękuje Bogu.
6. Czego nie lubisz w ludziach?
Fałsz - nie cierpię, nienawidzę tego i oceniania innych. "Ale on ma brzydki dom, a te meble, a coś?" A ja wtedy cierpliwie ze spokojem tłumacze, że przecież każdy ma swój gust. Nienawidzę tego po prostu!! Przecież każdy jest inny.
7. O czym nie lubisz rozmawiać?
O byłych związkach z koleżankami :P
8. Co było pierwsze? Jajko czy kura i dlaczego? :P
?? y jajko?
9. Twój najpiękniejszy sen?
Dziś śnił mi się nasz dom, że go remontujemy, ja tam już spałam mimo, że bardzo mało było zrobione, to był naprawdę fajny sen, bo to nasze marzenie :)
10. Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
Hm spełniona kobieta i mama :) która całą rodzinę zabiera w podróże :)
11. Wolisz dawać prezenty czy brać?
I jedno i drugie :)
Moje pytania
1. Wymarzona randka?
2. Trzy wady i trzy zalety ukochanego?
3. Jak wygląda wasz wolny dzień np. niedziela?
4. Czujesz się osobą spełnioną zawodowo? Dlaczego?
5. Bez jakiego przedmiotu nie ruszasz się z domu?
6. Gdzie chcesz mieszkać, dom czy mieszkanie? i Dlaczego?
7. Co denerwuje Cię w ludziach?
8. Jakie masz kontakty z teściami, rodzeństwem chłopaka, męża?
9. Masz problem.. do kogo najpierw pójdziesz się pożalić?
10. Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
Nominuje do zabawy Sen o przyszłości, .Fit-szarlottka, Sarenka, Dashido, Dwoje do poprawki, Elficy blog :)
Tadam odpowiedzi od Lubego, nie powiem oczy mi się zaszkliły :) Przy pytaniu nr 8 prawie oplułabym monitor :P
1. Spędzić bardzo miły wieczór z Tobą przy świecach dobrej kolacji i bardzo dobrym winie, rozmowie długiej takiej bez codziennych spraw tylko o nas o naszej przyszłości miłości. takie proste marzenie prostego faceta.
2. za to że zawsze można z mamą o wszystkim pogadac i tak było od zawsze że miałem z nia dobry kontakt, a tate za dyscypline i pracowitosc to też musi byc po nim, rozumku to dostałem od obojga,i za to że oboje mnie doceniali czy za nauke czy za to co robie, nie zawsze o tym mówili ale wiem że tak myśleli.
3. Do Ciebie !!!!!!!!!!!!! ogromną
4. bądź optymistą każdego dnia.
5. od strony spełnienia takiego powiedzmy zawodowego to moje starty w zawodach sportowych i moje wyniki szkoda że tak późno ktoś mnie w sumie dostrzegl że coś jest na rzeczy, i spełniam sie w pracy kiedy tworze sam coś nowego. A spełnienie życiowe to Ty Kochanie to że Cię spotkałem i odważyłem się aby poprosic Cię o "chodzenie" a teraz wkońcu będziesz moja żoną.
6. Fałszywości i zakłamania.
7. o sprawach trudnych ale to wiesz.
8. na początku był kogut :-P i już
9. --------------------------
10. na ranczu :-D z moją żoną w leci pijąc kawe w pięknej altance
11, jasne że dawać
czwartek, 6 lutego 2014
Informacje
Przez czas jak Luby wyjechał odbieram masę telefonów, smsów, od jego braci, sióstr, siostrzenic, mamy, jeszcze raz braci i znowu sióstr... tak było od niedzieli i dzisiaj znowu rozmawiałam... dzwonił brat Lubego Piotrek z pytaniem "jak tam brat się ma??" I co jaj mam mówić? no dobrze się ma praca, praca i jeszcze raz praca. Co więcej? Przecież nie będę im opowiadać, że tęskni... nie ma czasu nigdzie podejść, pozwiedzać bo pracują do 20, dzisiaj wyjątkowo do 18. Ja mam masę smsów i robię za informacje, do Niego się nie odzywają, bo pewnie obawiają się że kasę im zje, a nie wiedzą, że ja do Lubego pisze z pakietu smsów... czekamy do niedzieli dostanie telefon z niemieckim numerem to zadzwoni do mamuśki ;)
Na całe szczęście jego rodzinka o mnie nie zapomniała, wczoraj miałam odwiedziny brata Andrzeja z Wiolką i Julcią, jutro drugi brat z rodzinką ma wpaść - to miłe, ze jednak ktoś o mnie pamięta... :)
Dzisiaj na obiad były warzywka, dodałam jeszcze potem do nich ryż. Wyszło tego dość sporo więc jeszcze zostanie pewnie na jutro.
Na całe szczęście jego rodzinka o mnie nie zapomniała, wczoraj miałam odwiedziny brata Andrzeja z Wiolką i Julcią, jutro drugi brat z rodzinką ma wpaść - to miłe, ze jednak ktoś o mnie pamięta... :)
Dzisiaj na obiad były warzywka, dodałam jeszcze potem do nich ryż. Wyszło tego dość sporo więc jeszcze zostanie pewnie na jutro.
A to pozostałości po choince. Pierniczki które dostałam od teściowej.
Słoneczko świeciło wczoraj, śnieg w bardzo szybkim tempie się topi!
Nowe buty i ćwiczenia dzisiaj zaliczone (światło kiepskie)
Tulipany, które dostałam na do widzenia, niestety jutro będą już do wyrzucenia, chociaż i tak się długo trzymają.
Niespodzianka walentynkowa w szafie ukryta torebka z prezentami, Luby ma miękkie serce to pozwolił mi wylosować coś wcześniej i tak mam piękną ramkę, szkoda że koloru nie widać...
...a wczoraj wylosowałam portfel, jest idealny, kolor śliczny, Luby sprawił mi tym wielką niespodziankę, poprzedni był na wymarciu.
Jeszcze coś tam jest, ale mam już zakaz zbliżania się ;)
Na koniec mała śmieszka czyt. Ja!!!
sms od Ukochanego: "Hej my właśnie skończyliśmy robotę i będziemy wracać. Dzień minął nawet szybko ale bardzo tęsknie za Tobą i ciężko się robi:("
poniedziałek, 3 lutego 2014
Pojechał w niedziele o 5 rano, wyjazd miał być o 11, no ale... jechali samochodem, na 19 byli na miejscu. My się kompletnie nie nadajemy do takiego życia... wczoraj kiedy wysłałam na fb Lubemu moje zdjęcie z niedzieli w nowych spodniach napisał tylko, że aż mu się łzy w oczach zakręciły... Kiedy zobaczył mnie na skype oczy mu się zaszkliły... ciężko jest, to tylko 5 tygodni, ale nie jest wesoło. Rozstanie było smutne nie tragiczne, nie chciałam Go dołować przecież Jemu też łatwo nie jest.... wiem, że to zleci... ale jest ciężko ;/ dopiero pierwszy dzień, a ja już chciałabym żeby wracał...
Oboje się dziwimy jak ludzi mogą tak z wyboru żyć???? Dla nas jest to niewyobrażalne...
Rozmówki przed wyjazdowe żeby rozluźnić atmosferę
Ja: To co zostawiasz mi koszulkę?
On: Koszulkę i bluzę i zegarek... A Ty ?
Ja: Co ja ??
On: Też chce coś co zawsze masz przy sobie, coś osobistego...
Ja: A weź spadaj, pierścionka Ci nie oddam bo wtedy to na pewno spitolisz a tak to jeszcze jest nadzieja..... :D :D
On: hahaha
Oboje się dziwimy jak ludzi mogą tak z wyboru żyć???? Dla nas jest to niewyobrażalne...
Rozmówki przed wyjazdowe żeby rozluźnić atmosferę
Ja: To co zostawiasz mi koszulkę?
On: Koszulkę i bluzę i zegarek... A Ty ?
Ja: Co ja ??
On: Też chce coś co zawsze masz przy sobie, coś osobistego...
Ja: A weź spadaj, pierścionka Ci nie oddam bo wtedy to na pewno spitolisz a tak to jeszcze jest nadzieja..... :D :D
On: hahaha
wtorek, 28 stycznia 2014
Wyjazd
Grrrrr wczoraj telefon, możliwość wyjazdu do Niemiec na razie na miesiąc. Niby wiemy, że nie ma się nad czym zastanawiać robota taka sama jak tutaj, tylko tam o ile lepiej płatna. Oboje stwierdziliśmy, że nie ma nad czym myśleć... ja sama tak mówiłam. Ale nie wyobrażam sobie tego! Pierwsza nasza taka rozłąka - wiem, że przetrwamy. Ale ja się tu zamartwię na śmierć. Bo jak to facet nie doje, nie dośpi, tylko robota i robota... Firma rodzinna można ją opuścić na chwile i potem wrócić... Najgorzej, że Szef z Niemiec wyjeżdża już w niedziele, nie wiem czy Luby ma się z nim zabrać czy co... Tak szybko?!?!?!?! Nie chce żeby jechał. Nie robię histerii i w ogóle, ale w dniu wyjazdu chyba się zapłacze. Luby też nie chce, no ale... jak mam wybierać to lepiej niech teraz jedzie, przed ślubem będzie za dużo spraw do załatwienia.... Dzisiaj ma jechać do Niego podpytać co i jak... Zima u nas straszna, auto mi zostanie tak czy siak nigdzie nie dojadę i nie wyjadę... kurcze nie chce żeby jechał!!!!
EDIT 29.01
Prawdą jest, że ten na Górze dokładnie sobie to wszystko zaplanował!!! Poważnie! Bo ostatni tydzień luby pracował krócej, raz do 11, 14, 15, raz miał ogólnie wolne. Taka sytuacja nie zdarza się w sumie nigdy, bo prace kończy o 17, lub 18, a dodatkowo wolnego w sumie brak. A tu tyle czasu razem, to był dobry i fajny czas... W poniedziałek postanowiliśmy odwiedzić Lubego brata, długo się nie widzieliśmy i nagle wchodzimy do domu i brat Lubego dostaje telefon rozmawia z tym szefem, że potrzebuje dwie osoby... spisek tutaj widzę jak nic!!! Także nie pozostaje nam nic innego jak zaufać mu...
Wyjazd w niedziele o 11 (dlaczego nie wieczorem?!?!?!), pojadą pewnie busem. Planuje narobić pierogów albo krokietów, bigosu niech ma może sobie zamrozi... takie to dziwne i nierealne i do tego tak szybko to wszystko... Co mój Piotrek pocznie bez Lubego... masakra, a ja...
Nie sądziliśmy, że będzie aż tak ciężko....
_______________________
Kolor wybrany będzie biało zielono :)
EDIT 29.01
Prawdą jest, że ten na Górze dokładnie sobie to wszystko zaplanował!!! Poważnie! Bo ostatni tydzień luby pracował krócej, raz do 11, 14, 15, raz miał ogólnie wolne. Taka sytuacja nie zdarza się w sumie nigdy, bo prace kończy o 17, lub 18, a dodatkowo wolnego w sumie brak. A tu tyle czasu razem, to był dobry i fajny czas... W poniedziałek postanowiliśmy odwiedzić Lubego brata, długo się nie widzieliśmy i nagle wchodzimy do domu i brat Lubego dostaje telefon rozmawia z tym szefem, że potrzebuje dwie osoby... spisek tutaj widzę jak nic!!! Także nie pozostaje nam nic innego jak zaufać mu...
Wyjazd w niedziele o 11 (dlaczego nie wieczorem?!?!?!), pojadą pewnie busem. Planuje narobić pierogów albo krokietów, bigosu niech ma może sobie zamrozi... takie to dziwne i nierealne i do tego tak szybko to wszystko... Co mój Piotrek pocznie bez Lubego... masakra, a ja...
Nie sądziliśmy, że będzie aż tak ciężko....
_______________________
Kolor wybrany będzie biało zielono :)
wtorek, 21 stycznia 2014
Zmówiny
Jak wskazuje tytuł w niedziele odwiedziła nas teściowa. Powiem tylko tyle, że było naprawdę bardzo miło. Siedzieli z Lubym od 14 do 21. Dzień minął naprawdę bardzo przyjemnie. Nasze mamy się znają, chodziły razem do szkoły, ale malutki stresik był, mimo że widywały się bo miejscowość mała. W sumie o weselu pogadaliśmy naprawdę troszeczkę, bo w sumie wesele robimy sobie sami, nasi rodzice są starszymi ludźmi i nie wyobrażałabym sobie tego, żeby brać jeszcze od nich pieniądze, my jesteśmy młodzi powoli ze wszystkim sobie damy radę. Fakt nie ukrywamy, że może być ciężko, ale byle zdrowie było. Wiemy już na pewno że po ślubie będziemy remontować dom po dziadkach, wiecie jak ja się cieszę????? plany takie były, ale jak się nie ma na papierze, to można sobie pomarzyć. Przepiszą nam go po ślubie i dobrze znając nas już chcielibyśmy coś robić i zamiast odłożyć to pieniądze poszłyby na remont. Wiadomo że trzeba go wyremontować, ale to dla nas bardzo duża pomoc. Szczerze? biłam się z myślami i mimo, ze po zaręczynach jakieś dwa lata temu mama wspominała "a może byście dom wyremontowali", ale za dużo się o tym nie gadało. My na początku nie chcieliśmy tego domu, bo człowiek woli sam własnymi rękami się dorobić itp. Mieliśmy możliwości budowy na dwóch działkach, dużo myśleliśmy, bo to trzeba wziąć kredyt, a bo czasy jakie są i kto wie jak będzie z pracą. Siostry powiedziały, że w tym domu nigdy nie wyobrażały sobie nikogo innego tylko nas. Bo bracia u Lubego mają rodzinną firmę remontowo budowlaną, chłopaki potorfia sobie zrobić wszystko, wiem ze dom wyglądałby pięknie. Już mi opowiada co tam będzie jaka wnęka, jakie światło jaka ściana - jesteśmy szczęśliwi. Co nas jeszcze bardziej przekonało? Przecież jeżeli ja nie wezmę tego domu to nikt go nie weźmie, a mama go nie sprzeda... zresztą to dom ukochanego dziadzia i co teraz tak po prostu go sprzedać? Ja sama bym tego nie chciała. Nas jest 6 dzieci, trzech braci, dwie siostry. Dwójka braci starych byków ponad 40 lat, Adam ma super domek wybudowany, tata bardzo im pomagał, drugi brat Jacek właśnie się buduje tata ile może tyle pomaga, siostra w maju 2013 wzięła ślub mają wielki dom taki kwadraciak do remontu, bo siostry maż najmłodszy i wiadomo jak jest i tylko on został z mamą w domu. Zostałam tylko ja, siostra i brat.. Ja miałabym dom pewnie, a siostra bloki... i właśnie brat. Nasz ukochany Piotruś który nie jest już taki malutki. Nasza najmłodsza perła w rodzinie. Pociecha. Ale chora pociecha. Piotrek urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym... ciężko mi o tym pisać, mam łzy w oczach, ale to z miłości do niego... to wzruszenie. Piotrek ma zespól downa. Dla mnie jest on normalnym chłopakiem, jest ukochanym bratem, dla mnie jest normalny. Mogłabym tu pisać o nim i pisać. Piotrek potrafi wszystko przy sobie zrobić, w niedziele uwielbia zabawić się w kelnera i kiedy przychodzi jego ukochany (imienia lubego nie podam) to ten robi nam kawkę ciasteczko podaje, albo kompocik, wtedy siostrunia jest momentalnie na dalszym plan wyrzucona! Tylko w drzwiach stanie Luby! Bardzo, bardzo Piotrek lubi Lubego, przywiązał się do Niego... i kiedy się pojawi to koniec, wtedy tu chciałby trochę iść do taty, ale tu luby i tak sam nie wie ;). Piotrek chodzi do specjalnej szkoły, uwielbia tam jeździć, występuje często na scenie, robi furrore i jego imię jest wykrzykiwane na sam koniec. Ja od razu w ryk. Piotrek to temat rzeka, wszystko rozumie, wszystko przy sobie zrobi i czasem frytki i odgrzeje pierogi, mało mówi ale ja go rozumiem bez problemu. Moi rodzice są już po 60. Nigdy u nas chyba niestety nie było tematu kto kiedyś zajmie się Piotrkiem. Od trudnych tematów się ucieka. Ale każdy swoje myśli chyba. No więc Luby wie jak ja kocham Piotrka i widzi jaki mam z nim kontakt, jak się zaręczyliśmy ja chciałam z nim przeprowadzić tą rozmowę, ale cholernie ciężko mi było, nie mogłam słowa wydusić, on wiedział doskonale o co chodzi, ale cierpliwie czekał. Powiedział mi tylko wtedy, że przecież on wie, że ja tak kocham Piotrka, że pewnie na nas spadnie opieka nad nim i że wie, że bym go nigdzie nie oddała i on też by tego nie chciał. Nie wiem czy wiecie ale te osoby są bardzo, bardzo uczuciowe, Piotrek owszem wyjeżdża na wycieczki, zostaje na 2,3 czy na tydzień, chodzi na mieszkanie treningowe gdzie chodzi do szkoły, coś pichci, pierze, do sklepu, tydzień jeszcze przejdzie, ale jak wraca to na początku mówi że nie chce, dziecko jednak tęskni... i ja wiem, że On zapłakałby się na śmierć gdyby go ktoś gdzieś oddał. Boże przecież nie ma takiej opcji.
Najstarszy brat na najwięcej, dobrą pracę, dom wypasiony, są zdrowi, a ciągle chce od taty ciągnąć, to ja gówniarz w sumie który nie ma nic, parę rzeczy do kuchni, meble, laptopa. mikrofalówkę, jakieś garnki szklanki, wagę, deskę do prasowania, firanki, pościele ale nie mam dachu nad głową, ja powiedziałam tatowi bo sprzedał akcje, zaczął gadać, ze każdemu dał to i mi, ja mu powiedziałam żeby przestał myśleć o dzieciach niech myśli o sobie, żeby nie rozdawał, tylko niech wyremontują sobie ranczo (na te dom po dziadkach tak mówimy;)), bo kto go za chwile na trzecie piętro wyniesie (mieszkamy w bloku na 3 pietrze, bez windy) Teraz jest spoko, ale za chwile?. A mój brat chciałby jeszcze, bo ma mało... ale to bratowa i teście go buntują, ale to długi temat. Jakoś w tamtym roku w maju czy wcześniej gadał coś brat, a w sumie bratowa że mogliby dom dać im, dobrze nich dadzą nawet i teraz... ale ja wiem, że on rodziców czy Piotrka do siebie na sto procent nie wezmą, nie ma takiej możliwości... i tak z lubym przeprowadziliśmy nie jedną rozmowę i dobrze, ze mam takiego faceta. Ja nic nie musiałam mówić a on sam poczuł, ze to my weźmiemy Piotrka do siebie. Pewnie się zastanawiacie czy się nie boje? Pewnie, że się boje, bo człowiek chciał wygodnego życia, ładny domek, dzieciaczki, ogródek, wyjazdy do zakopanego, ale życie nie tylko na tym polega, w życiu ważniejsze jest jeszcze coś... a mocno wierze, że ten na górze nam pomoże.... więcej już nie napisze, bo mam tyle myśli w głowie, że nie mogę ich poskładać w jedną całość.
Najstarszy brat na najwięcej, dobrą pracę, dom wypasiony, są zdrowi, a ciągle chce od taty ciągnąć, to ja gówniarz w sumie który nie ma nic, parę rzeczy do kuchni, meble, laptopa. mikrofalówkę, jakieś garnki szklanki, wagę, deskę do prasowania, firanki, pościele ale nie mam dachu nad głową, ja powiedziałam tatowi bo sprzedał akcje, zaczął gadać, ze każdemu dał to i mi, ja mu powiedziałam żeby przestał myśleć o dzieciach niech myśli o sobie, żeby nie rozdawał, tylko niech wyremontują sobie ranczo (na te dom po dziadkach tak mówimy;)), bo kto go za chwile na trzecie piętro wyniesie (mieszkamy w bloku na 3 pietrze, bez windy) Teraz jest spoko, ale za chwile?. A mój brat chciałby jeszcze, bo ma mało... ale to bratowa i teście go buntują, ale to długi temat. Jakoś w tamtym roku w maju czy wcześniej gadał coś brat, a w sumie bratowa że mogliby dom dać im, dobrze nich dadzą nawet i teraz... ale ja wiem, że on rodziców czy Piotrka do siebie na sto procent nie wezmą, nie ma takiej możliwości... i tak z lubym przeprowadziliśmy nie jedną rozmowę i dobrze, ze mam takiego faceta. Ja nic nie musiałam mówić a on sam poczuł, ze to my weźmiemy Piotrka do siebie. Pewnie się zastanawiacie czy się nie boje? Pewnie, że się boje, bo człowiek chciał wygodnego życia, ładny domek, dzieciaczki, ogródek, wyjazdy do zakopanego, ale życie nie tylko na tym polega, w życiu ważniejsze jest jeszcze coś... a mocno wierze, że ten na górze nam pomoże.... więcej już nie napisze, bo mam tyle myśli w głowie, że nie mogę ich poskładać w jedną całość.
czwartek, 16 stycznia 2014
Coraz bliżej 'święto'....
Tata wyszedł ze szpitala po nowym roku, chyba 3. Niestety mimo otrzymania tabletek ciśnienie było wysokie. Nie było miło kończyć i rozpoczynać ten rok... Ja natomiast po nowym roku już nie poszłam do lekarza, czułam się fatalnie. Wiem, że wybrałam sobie kiepski moment na chorobę, w pracy remanent, ja osobiście pewnie bym szła, ale luby i mama nie pozwolili i dobrze. Wyszło, że mam anginę, całkiem możliwe, że gdybym się od razu się położyła i się leczyła, nie doszłoby do tego. A ja w poniedziałek przed sylwestrem się pochorowałam i dwa dni chodziłam do pracy z gorączką 38,8 stopni... miałam tylko dwa dni zwolnienia, więcej nie chciałam i po Trzech Królach wróciłam do pracy... szef się bardzo przejmował.. bo głos miałam nadal ochrypnięty, no ale pracować trzeba... ;)
W sobotę po chorobie, po świątecznym poniedziałku, czyli Trzech Królach wzięłam wolne, obawiałam się że nic z tego nie wyjdzie, ale jednak... i co? dalej jazda do salonów ślubnych. Chciałam tylko się upewnić co do sukienki. Bo mam już wybraną i jakby zaklepaną więc kamień z serce... jestem spokojna :) Ta sukienka od początku mnie urzekła, będzie w literkę A, na dole będzie miała koronkę z kryształkami, z gorsetem (prawdopodobnie bez ramiączek) na gorsecie tez jakieś aplikacje, będzie z trenem, nie za dużym delikatnym, bolerko będę miała koronkowe takie do łódki, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.
Moja sukienka w salonie kosztuje od 2500 zł, wypożyczenie 1900 zł, można zapłacić 200 zł żeby mieć sukienkę na jeden dzień na sesje ślubną. Ja dzięki Bogu mam zaufaną krawcową która szyje w jednym z salonów a w domu sobie dorabia. Uszyła mojej siostrze suknie identyczną jak chciała! Wiecie za ile??? za 1500 zł. Ja liczę na podobną cenę :) Widać że się kobieta zna przegadałyśmy już kilka spraw, wiem że doradzi, albo odradzi mi co trzeba. W końcu na co dzień to robi. cieszę się, że ją znalazła siostra, bo jakby nie ona o nie wiem.... tyle za kiece dać? Pewnie nie miałabym wyjścia jakbyśmy jej nie znalazły. W naszej okolicy raczej się wypożycza sukienki, ale kiedyś dawało się 1500 zł za wypożyczenie, a to i tak było dużo, a teraz?? to jednak dużo za jeden dzień... Co najważniejsze suknia którą będę miała jest jedną z dwóch jakie przymierzyłam w salonie, to był pierwszy salon i dwie podobne do siebie suknie. Została mi w pamięci i w ostatnią sobotę do niej wróciłam, żeby się jeszcze raz upewnić :)
Obecnie zastanawiamy się nad kolorem przewodnim, a najbardziej nad kolorem sali mi się róże delikatne podobają ale Luby tego koloru nie lubi, myślimy o zielonym, w końcu to lipiec więc niech będzie wesoło, granatowy jest fajnym eleganckim kolorem, był w planie pomarańczowy. Ten kolor odpada, dlaczego? Oglądając zdjęcia stwierdziliśmy, że strasznie przytłacza. Zielony wygląda estetycznie. W naszej okolicy w modzie był kolor czekoladowy, niby fajnie, ale nie jesteśmy przekonani.
Ogólnie zaczynam czuć, że wielkimi krokami zbliża się nasze święto. Na myśl o słowach przysięgi wypowiadanych ukochanemu prosto w oczy ściska mnie w żołądku. Z przejęcia, z radości, bo to już tak blisko... nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Za pól roku będziemy małżeństwem... miło jest mi słuchać kiedy Luby tak cieszy się na ten ślub i nie może się doczekać... wczoraj mineło nam 7,5 roku razem... jak to można tyle chodzić????? :P Staramy się również zrobić coś dla siebie, żeby dzień ślubu i noc poślubna wniosła coś jakby nowego... więc staramy się być "Białym narzeczeństwem" próbowaliśmy od zaręczyn wychodziło raz lepiej raz gorzej... teraz nawet się trzymamy, byle do ślubu.... ;)
W sobotę po chorobie, po świątecznym poniedziałku, czyli Trzech Królach wzięłam wolne, obawiałam się że nic z tego nie wyjdzie, ale jednak... i co? dalej jazda do salonów ślubnych. Chciałam tylko się upewnić co do sukienki. Bo mam już wybraną i jakby zaklepaną więc kamień z serce... jestem spokojna :) Ta sukienka od początku mnie urzekła, będzie w literkę A, na dole będzie miała koronkę z kryształkami, z gorsetem (prawdopodobnie bez ramiączek) na gorsecie tez jakieś aplikacje, będzie z trenem, nie za dużym delikatnym, bolerko będę miała koronkowe takie do łódki, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.
Moja sukienka w salonie kosztuje od 2500 zł, wypożyczenie 1900 zł, można zapłacić 200 zł żeby mieć sukienkę na jeden dzień na sesje ślubną. Ja dzięki Bogu mam zaufaną krawcową która szyje w jednym z salonów a w domu sobie dorabia. Uszyła mojej siostrze suknie identyczną jak chciała! Wiecie za ile??? za 1500 zł. Ja liczę na podobną cenę :) Widać że się kobieta zna przegadałyśmy już kilka spraw, wiem że doradzi, albo odradzi mi co trzeba. W końcu na co dzień to robi. cieszę się, że ją znalazła siostra, bo jakby nie ona o nie wiem.... tyle za kiece dać? Pewnie nie miałabym wyjścia jakbyśmy jej nie znalazły. W naszej okolicy raczej się wypożycza sukienki, ale kiedyś dawało się 1500 zł za wypożyczenie, a to i tak było dużo, a teraz?? to jednak dużo za jeden dzień... Co najważniejsze suknia którą będę miała jest jedną z dwóch jakie przymierzyłam w salonie, to był pierwszy salon i dwie podobne do siebie suknie. Została mi w pamięci i w ostatnią sobotę do niej wróciłam, żeby się jeszcze raz upewnić :)
Obecnie zastanawiamy się nad kolorem przewodnim, a najbardziej nad kolorem sali mi się róże delikatne podobają ale Luby tego koloru nie lubi, myślimy o zielonym, w końcu to lipiec więc niech będzie wesoło, granatowy jest fajnym eleganckim kolorem, był w planie pomarańczowy. Ten kolor odpada, dlaczego? Oglądając zdjęcia stwierdziliśmy, że strasznie przytłacza. Zielony wygląda estetycznie. W naszej okolicy w modzie był kolor czekoladowy, niby fajnie, ale nie jesteśmy przekonani.
Ogólnie zaczynam czuć, że wielkimi krokami zbliża się nasze święto. Na myśl o słowach przysięgi wypowiadanych ukochanemu prosto w oczy ściska mnie w żołądku. Z przejęcia, z radości, bo to już tak blisko... nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Za pól roku będziemy małżeństwem... miło jest mi słuchać kiedy Luby tak cieszy się na ten ślub i nie może się doczekać... wczoraj mineło nam 7,5 roku razem... jak to można tyle chodzić????? :P Staramy się również zrobić coś dla siebie, żeby dzień ślubu i noc poślubna wniosła coś jakby nowego... więc staramy się być "Białym narzeczeństwem" próbowaliśmy od zaręczyn wychodziło raz lepiej raz gorzej... teraz nawet się trzymamy, byle do ślubu.... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







