czwartek, 24 kwietnia 2014

....

To wcale nie było jakieś super ekstra święta... prawie każdy wie, że te święta są zadumą, większość czasy spędzam JA w kościele od czwartku do poniedziałku... a jeszcze na szybko trzeba zrobić to to to tamto... Luby w czwartek przyjechał, z super niespodzianką ze sobą. Na szybko jakieś zakupy. biedaczysko butów nie miał, w sobotę znowu coś gdzieś a na 18 do kościoła. Nie było czasu poleżeć, poprzytulać się, bo wiadomo jak to przed świętami mały rozgardiasz się robi.. za to już w piątek wieczorem po Drodze Krzyżowej zdążyliśmy się posprzeczać o godzinie 23 i cuuudowny czar z powrotu prysł na amen :P W sobotę rano nie miałam wyjścia musiałam z Nim jechać po buty, stwierdził że sam nie pojedzie. No ok... wszystko prawie cacy, ale mu mówię że go uduszę i tu jest szara rzeczywistość i jego żonka przyszła i teraz się musi ze mną dogadywać i męczyć więc niech nie podskakuje :D  W niedziele znowu mała nie wiem ani awantura, ani sprzeczka... jak umówiliśmy się na coś to On zmienia plany... ciężko się z Nim szło dogadać. Biedaczek chyba jeszcze nie ogarną się po podroży... nie wiedział co ma ze sobą począć :P Wczoraj to samo więc:

Ja: Ja już mam dość tego Twojego zachowania gamoniu
On: Oj no... jeszcze nie mogę dojść do siebie
Ja: yhy
On: To kiedy idziemy do urzędu (załatwiać papiery ślubne)
Ja: Ja nie idę do żadnej gminy! (foch)
On: Ej jak no co Ty??? będziesz L (nazwisko Lubego)
Ja: ooo teraz juz na pewno nie będę, jeszcze miałam moment zachwiania.. ale zdanie zmieniłam o!
On: Wy kobiety.... no Ty nie wiesz że kto się czubi ten się lubi??
Ja: ??????? o_O
On: No co?? To się kłóci ten się potem fajnie goooodzi.... :D Przecież nie  możesz narzekać co ???? ;)
 Ta faceci, tylko o jednym :P

A no nie mogę ;) a postanowienie narzeczeńskie znowu trafił szlag..... ups :P

Mówię mu że go uduszę zrobię z Niego zupę, albo dam na pożarcie kotom które latają całymi stadami naokoło bloków... i taki mieliśmy cuuudowny czas powrotów... ;)

czwartek, 17 kwietnia 2014

aaaaaaaaaaa :D

Wrócił, wrócił!! Za piętnaście szósta, dostaje telefon "Co robisz ile mam stać pod tymi drzwiami??" Ja zaspanym głosem "Że co? Gdzie jesteś?" On: "No pod drzwiami stoję" Ja: "Poważnie??? to już" Ale się cieszę, zdążyliśmy tylko wypić kawę razem, bo ja do pracy, ale jutro woooolne.. Mina Piotrusia była bezcenna, zawsze wstaje o 6 rano do szkoły, ale dziś z racji prawie świąt miał wyjazd o 7, wiec tata go zbudził trochę później, tylko zapowiedziałam żeby nic nie mówił że Ukochany jest. Piotrek strzelił minę jakby zobaczył ducha.... to było słodkie :) Tulił się do Niego niesamowicie. Ja zostałam odwieziona do pracy, jutro o dziwo i dzięki Bogu mam wolne, oby się nic nie zmieniło... więc na spokojnie porobimy jakieś zakupy ubraniowe itp :) Micha mi się cieszy... ale się Luby stęsknił oj widać, widać....

niedziela, 6 kwietnia 2014

2019

Ale ze mnie gapa! Nie pochwaliłam się... a to mimo wszystko ważne wydarzenie, bardzo ważne... :) Bo w mojej okolicy znaleźć pracę, utrzymać ją, mieć umowę i prace na miejscu to nie lada sztuka. Tak więc 31 marca skończyła mi się umowa i dostałam nową na 5 lat, do 2019 roku. Moja mina była bezcenna, nie wiedziałam jak się mam zachować. Jeszcze czeka mnie rozmowa z szefem na temat podwyżki, ale wyjechał w piątek z rana do Warszawy, wiec ja rządziłam przez te dni... już kilka razy zostawałam sama, więc aż takiego wrażenia na mnie to nie zrobił. Przyznam że było spokojnie, Panowie szybko zabrali się do pracy, więc nie było tak źle. Reakcja Lubego była ciekawa, "o ja pier... o ja, kur... to ja teraz nie pracuje tylko leże pachnę i obiadki gotuje??"

Kochane wiele z was jest już po ślubie, weselu i po tej całej gorączce, bardzo was proszę o napisanie w komentarzu swojego weselnego menu, z przystawkami, gorącymi daniami, sałatkami, deserem - szukamy inspiracji :)

Byle do świąt i będziemy razem.. bo daje nam popalić odległość i tęsknota... a teraz czuje że będzie się ciągnęło okropnie....