Ale mam radochę, w następny weekend Luby będzie już ze mną. Ciesze się przeogromnie, szkoda tylko, że na tydzień zostaje i znowu pojedzie... Dopiero teraz czas ciągnie się przeokropnie! Bo to niby tak blisko, a jednak tak daleko... Codziennie rozmawiamy na skype, dobrze że jest taki wynalazek, człowiekowi jakoś łatwiej... :) W tamtą niedziele podawałam paczkę dla Lubego, przede wszystkim znalazło się tam jedzonko... mięsko, oczywiście pierogi i krokiety z kapustą. Wszystko robiłam "na hura" i szczerzę, miałam dość tego weekendu, strasznie szybko uciekł i czułam się zmęczona, bo w sobotę jak na złość musiałam zostać dłużej w pracy, w piątek również nie było lepiej, naleśniki smażyłam na dwie patelnie, w międzyczasie kapusta i mięso takie łopatkowe. Ale widząc ten uśmiech wieczorem i zachwalanie, jakie to dobre i jak nam z mamą dziękuje to aż miło :)
Jak Luby przyjedzie to ja chce wziąć wolne (jeszcze stary urlop) trzymajcie kciuki, chcemy kupić obrączki, pojechać do krawcowej od sukni, iść do księdza i mamy w planie kupić orbitreka bo bardzo długo o tym myślimy i na pewno w naszym domu kiedyś byłby :D, tylko nie wiemy jakiego, czy nowy używany, doradzi ktoś coś? na razie przeszukujemy internet i podczytujemy co lepsze :)
Moje nowe buty sprawują się bardzo dobrze, ćwiczę codziennie, a to z Ewką skalpel lub skalpel wyzwanie, a to z pomocą przychodzi internet, a to sama coś sobie wymyślam... zawsze chciałam zacząć się ruszać, bo praca siedząca, ale czasem brakowało czasu a bardziej pewnie chęci... tylko czuje, że jak Luby wróci to całkiem mi przeorganizuje czas na ten tydzień... ;)
Ja nie mam czasu zająć się w sumie sobą, miałam szukać zaproszeń, miałam "tworzyć" śpiewniki, ale ciągle jestem w trasie... rodzinka przyszła nie daje o sobie zapomnieć i nie daję mi się nudzić ;) Albo mnie odwiedzają. albo karzą siebie odwiedzać więc ciągle kursuje, albo przyjmuje gości :) W sumie ten tydzień jest taki, że nigdzie nie byłam mimo, że do teściowej miałam jechać i do Lubego brata i do koleżanki, chyba się zbuntowałam, ale może dzisiaj się wybiorę gdzieś, żeby auto bezczynnie nie stało... ;)
Ja jednego pączka już zjadłam, rano dostałam od Pana Janka, szef za chwile pewnie też wparuje z pączkami.. więc nie będzie wyjścia trzeba będzie to zjeść... ;)
No to trzymam kciuki za urlop! :)
OdpowiedzUsuńNo widzisz jak to zleciało?:D A teraz też Ci zleci, zacznie od jutra - zobaczysz, zawsze od środy leci :))
OdpowiedzUsuńJestem szczęśliwą posiadaczką orbitreka i uważam że był to zdecydowanie najlepszy wybór zakupowy w zeszłym roku :P
Mnie teraz czeka ślubne szaleństwo od nowa ;) zostałam świadkową...ale o tym w nowym poście ;)
OdpowiedzUsuńPatrząc po dacie to lubego już masz przy sobie :)
OdpowiedzUsuńSuper!
Co do sprzętu...rany! Mój brat też się na to zajawił i kupił ostatnio firmy KETTLER i strasznie sobie chwali. Jak to fajnie spala tłuszczyk, że fajnie się poruszać i przy okazji mnie zajawił i też się rozglądam :P
Także co do sprzętu to trzeba poczytać i wybrać dobrą firmę. Żeby nie kupić jakiegoś badziewia :-/
Jeszcze nie, jutro :) My oglądaliśmy za tysiaka, od razu widać, że porządny sprzęt :)
UsuńPoczątkowo myślałam, że tylko nowy orbitrek, ale finansowo taki porządniejszy to od tysiaka w górę... Te tańsze wyglądają na strasznie delikatne, niby mają obciążenie do 100 kg ale ja ważąc niespełna 70 obawiałabym się na to ustrojstwo stanąć :-) Trafił nam się używany Domyos w dobrym stanie za 500 zł (poprzedni właściciel trzy lata temu zapłacił za niego 1500) i na razie odpukać nie narzekam, fajny jest, tylko książki za bardzo oprzeć na nim nie można, gazetę się da :-) (no bo ja czytam przy ćwiczeniu, hehe). Wizualnie całkiem niezły (widziałaś na moim blogu zresztą) i miejsca aż tak strasznie dużo nie zajmuje.
OdpowiedzUsuńO taki dokładnie mam: http://sprzedajemy.pl/orbitrek-uzywany-100-sprawny-domyos-fc600-decathlon,8278512
OdpowiedzUsuń