Jak wskazuje tytuł w niedziele odwiedziła nas teściowa. Powiem tylko tyle, że było naprawdę bardzo miło. Siedzieli z Lubym od 14 do 21. Dzień minął naprawdę bardzo przyjemnie. Nasze mamy się znają, chodziły razem do szkoły, ale malutki stresik był, mimo że widywały się bo miejscowość mała. W sumie o weselu pogadaliśmy naprawdę troszeczkę, bo w sumie wesele robimy sobie sami, nasi rodzice są starszymi ludźmi i nie wyobrażałabym sobie tego, żeby brać jeszcze od nich pieniądze, my jesteśmy młodzi powoli ze wszystkim sobie damy radę. Fakt nie ukrywamy, że może być ciężko, ale byle zdrowie było. Wiemy już na pewno że po ślubie będziemy remontować dom po dziadkach, wiecie jak ja się cieszę????? plany takie były, ale jak się nie ma na papierze, to można sobie pomarzyć. Przepiszą nam go po ślubie i dobrze znając nas już chcielibyśmy coś robić i zamiast odłożyć to pieniądze poszłyby na remont. Wiadomo że trzeba go wyremontować, ale to dla nas bardzo duża pomoc. Szczerze? biłam się z myślami i mimo, ze po zaręczynach jakieś dwa lata temu mama wspominała "a może byście dom wyremontowali", ale za dużo się o tym nie gadało. My na początku nie chcieliśmy tego domu, bo człowiek woli sam własnymi rękami się dorobić itp. Mieliśmy możliwości budowy na dwóch działkach, dużo myśleliśmy, bo to trzeba wziąć kredyt, a bo czasy jakie są i kto wie jak będzie z pracą. Siostry powiedziały, że w tym domu nigdy nie wyobrażały sobie nikogo innego tylko nas. Bo bracia u Lubego mają rodzinną firmę remontowo budowlaną, chłopaki potorfia sobie zrobić wszystko, wiem ze dom wyglądałby pięknie. Już mi opowiada co tam będzie jaka wnęka, jakie światło jaka ściana - jesteśmy szczęśliwi. Co nas jeszcze bardziej przekonało? Przecież jeżeli ja nie wezmę tego domu to nikt go nie weźmie, a mama go nie sprzeda... zresztą to dom ukochanego dziadzia i co teraz tak po prostu go sprzedać? Ja sama bym tego nie chciała. Nas jest 6 dzieci, trzech braci, dwie siostry. Dwójka braci starych byków ponad 40 lat, Adam ma super domek wybudowany, tata bardzo im pomagał, drugi brat Jacek właśnie się buduje tata ile może tyle pomaga, siostra w maju 2013 wzięła ślub mają wielki dom taki kwadraciak do remontu, bo siostry maż najmłodszy i wiadomo jak jest i tylko on został z mamą w domu. Zostałam tylko ja, siostra i brat.. Ja miałabym dom pewnie, a siostra bloki... i właśnie brat. Nasz ukochany Piotruś który nie jest już taki malutki. Nasza najmłodsza perła w rodzinie. Pociecha. Ale chora pociecha. Piotrek urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym... ciężko mi o tym pisać, mam łzy w oczach, ale to z miłości do niego... to wzruszenie. Piotrek ma zespól downa. Dla mnie jest on normalnym chłopakiem, jest ukochanym bratem, dla mnie jest normalny. Mogłabym tu pisać o nim i pisać. Piotrek potrafi wszystko przy sobie zrobić, w niedziele uwielbia zabawić się w kelnera i kiedy przychodzi jego ukochany (imienia lubego nie podam) to ten robi nam kawkę ciasteczko podaje, albo kompocik, wtedy siostrunia jest momentalnie na dalszym plan wyrzucona! Tylko w drzwiach stanie Luby! Bardzo, bardzo Piotrek lubi Lubego, przywiązał się do Niego... i kiedy się pojawi to koniec, wtedy tu chciałby trochę iść do taty, ale tu luby i tak sam nie wie ;). Piotrek chodzi do specjalnej szkoły, uwielbia tam jeździć, występuje często na scenie, robi furrore i jego imię jest wykrzykiwane na sam koniec. Ja od razu w ryk. Piotrek to temat rzeka, wszystko rozumie, wszystko przy sobie zrobi i czasem frytki i odgrzeje pierogi, mało mówi ale ja go rozumiem bez problemu. Moi rodzice są już po 60. Nigdy u nas chyba niestety nie było tematu kto kiedyś zajmie się Piotrkiem. Od trudnych tematów się ucieka. Ale każdy swoje myśli chyba. No więc Luby wie jak ja kocham Piotrka i widzi jaki mam z nim kontakt, jak się zaręczyliśmy ja chciałam z nim przeprowadzić tą rozmowę, ale cholernie ciężko mi było, nie mogłam słowa wydusić, on wiedział doskonale o co chodzi, ale cierpliwie czekał. Powiedział mi tylko wtedy, że przecież on wie, że ja tak kocham Piotrka, że pewnie na nas spadnie opieka nad nim i że wie, że bym go nigdzie nie oddała i on też by tego nie chciał. Nie wiem czy wiecie ale te osoby są bardzo, bardzo uczuciowe, Piotrek owszem wyjeżdża na wycieczki, zostaje na 2,3 czy na tydzień, chodzi na mieszkanie treningowe gdzie chodzi do szkoły, coś pichci, pierze, do sklepu, tydzień jeszcze przejdzie, ale jak wraca to na początku mówi że nie chce, dziecko jednak tęskni... i ja wiem, że On zapłakałby się na śmierć gdyby go ktoś gdzieś oddał. Boże przecież nie ma takiej opcji.
Najstarszy brat na najwięcej, dobrą pracę, dom wypasiony, są zdrowi, a ciągle chce od taty ciągnąć, to ja gówniarz w sumie który nie ma nic, parę rzeczy do kuchni, meble, laptopa. mikrofalówkę, jakieś garnki szklanki, wagę, deskę do prasowania, firanki, pościele ale nie mam dachu nad głową, ja powiedziałam tatowi bo sprzedał akcje, zaczął gadać, ze każdemu dał to i mi, ja mu powiedziałam żeby przestał myśleć o dzieciach niech myśli o sobie, żeby nie rozdawał, tylko niech wyremontują sobie ranczo (na te dom po dziadkach tak mówimy;)), bo kto go za chwile na trzecie piętro wyniesie (mieszkamy w bloku na 3 pietrze, bez windy) Teraz jest spoko, ale za chwile?. A mój brat chciałby jeszcze, bo ma mało... ale to bratowa i teście go buntują, ale to długi temat. Jakoś w tamtym roku w maju czy wcześniej gadał coś brat, a w sumie bratowa że mogliby dom dać im, dobrze nich dadzą nawet i teraz... ale ja wiem, że on rodziców czy Piotrka do siebie na sto procent nie wezmą, nie ma takiej możliwości... i tak z lubym przeprowadziliśmy nie jedną rozmowę i dobrze, ze mam takiego faceta. Ja nic nie musiałam mówić a on sam poczuł, ze to my weźmiemy Piotrka do siebie. Pewnie się zastanawiacie czy się nie boje? Pewnie, że się boje, bo człowiek chciał wygodnego życia, ładny domek, dzieciaczki, ogródek, wyjazdy do zakopanego, ale życie nie tylko na tym polega, w życiu ważniejsze jest jeszcze coś... a mocno wierze, że ten na górze nam pomoże.... więcej już nie napisze, bo mam tyle myśli w głowie, że nie mogę ich poskładać w jedną całość.
Codzienne życie kobiety szczęśliwej, żony fajnego męża, mamy wcześniaka...
wtorek, 21 stycznia 2014
czwartek, 16 stycznia 2014
Coraz bliżej 'święto'....
Tata wyszedł ze szpitala po nowym roku, chyba 3. Niestety mimo otrzymania tabletek ciśnienie było wysokie. Nie było miło kończyć i rozpoczynać ten rok... Ja natomiast po nowym roku już nie poszłam do lekarza, czułam się fatalnie. Wiem, że wybrałam sobie kiepski moment na chorobę, w pracy remanent, ja osobiście pewnie bym szła, ale luby i mama nie pozwolili i dobrze. Wyszło, że mam anginę, całkiem możliwe, że gdybym się od razu się położyła i się leczyła, nie doszłoby do tego. A ja w poniedziałek przed sylwestrem się pochorowałam i dwa dni chodziłam do pracy z gorączką 38,8 stopni... miałam tylko dwa dni zwolnienia, więcej nie chciałam i po Trzech Królach wróciłam do pracy... szef się bardzo przejmował.. bo głos miałam nadal ochrypnięty, no ale pracować trzeba... ;)
W sobotę po chorobie, po świątecznym poniedziałku, czyli Trzech Królach wzięłam wolne, obawiałam się że nic z tego nie wyjdzie, ale jednak... i co? dalej jazda do salonów ślubnych. Chciałam tylko się upewnić co do sukienki. Bo mam już wybraną i jakby zaklepaną więc kamień z serce... jestem spokojna :) Ta sukienka od początku mnie urzekła, będzie w literkę A, na dole będzie miała koronkę z kryształkami, z gorsetem (prawdopodobnie bez ramiączek) na gorsecie tez jakieś aplikacje, będzie z trenem, nie za dużym delikatnym, bolerko będę miała koronkowe takie do łódki, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.
Moja sukienka w salonie kosztuje od 2500 zł, wypożyczenie 1900 zł, można zapłacić 200 zł żeby mieć sukienkę na jeden dzień na sesje ślubną. Ja dzięki Bogu mam zaufaną krawcową która szyje w jednym z salonów a w domu sobie dorabia. Uszyła mojej siostrze suknie identyczną jak chciała! Wiecie za ile??? za 1500 zł. Ja liczę na podobną cenę :) Widać że się kobieta zna przegadałyśmy już kilka spraw, wiem że doradzi, albo odradzi mi co trzeba. W końcu na co dzień to robi. cieszę się, że ją znalazła siostra, bo jakby nie ona o nie wiem.... tyle za kiece dać? Pewnie nie miałabym wyjścia jakbyśmy jej nie znalazły. W naszej okolicy raczej się wypożycza sukienki, ale kiedyś dawało się 1500 zł za wypożyczenie, a to i tak było dużo, a teraz?? to jednak dużo za jeden dzień... Co najważniejsze suknia którą będę miała jest jedną z dwóch jakie przymierzyłam w salonie, to był pierwszy salon i dwie podobne do siebie suknie. Została mi w pamięci i w ostatnią sobotę do niej wróciłam, żeby się jeszcze raz upewnić :)
Obecnie zastanawiamy się nad kolorem przewodnim, a najbardziej nad kolorem sali mi się róże delikatne podobają ale Luby tego koloru nie lubi, myślimy o zielonym, w końcu to lipiec więc niech będzie wesoło, granatowy jest fajnym eleganckim kolorem, był w planie pomarańczowy. Ten kolor odpada, dlaczego? Oglądając zdjęcia stwierdziliśmy, że strasznie przytłacza. Zielony wygląda estetycznie. W naszej okolicy w modzie był kolor czekoladowy, niby fajnie, ale nie jesteśmy przekonani.
Ogólnie zaczynam czuć, że wielkimi krokami zbliża się nasze święto. Na myśl o słowach przysięgi wypowiadanych ukochanemu prosto w oczy ściska mnie w żołądku. Z przejęcia, z radości, bo to już tak blisko... nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Za pól roku będziemy małżeństwem... miło jest mi słuchać kiedy Luby tak cieszy się na ten ślub i nie może się doczekać... wczoraj mineło nam 7,5 roku razem... jak to można tyle chodzić????? :P Staramy się również zrobić coś dla siebie, żeby dzień ślubu i noc poślubna wniosła coś jakby nowego... więc staramy się być "Białym narzeczeństwem" próbowaliśmy od zaręczyn wychodziło raz lepiej raz gorzej... teraz nawet się trzymamy, byle do ślubu.... ;)
W sobotę po chorobie, po świątecznym poniedziałku, czyli Trzech Królach wzięłam wolne, obawiałam się że nic z tego nie wyjdzie, ale jednak... i co? dalej jazda do salonów ślubnych. Chciałam tylko się upewnić co do sukienki. Bo mam już wybraną i jakby zaklepaną więc kamień z serce... jestem spokojna :) Ta sukienka od początku mnie urzekła, będzie w literkę A, na dole będzie miała koronkę z kryształkami, z gorsetem (prawdopodobnie bez ramiączek) na gorsecie tez jakieś aplikacje, będzie z trenem, nie za dużym delikatnym, bolerko będę miała koronkowe takie do łódki, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.
Moja sukienka w salonie kosztuje od 2500 zł, wypożyczenie 1900 zł, można zapłacić 200 zł żeby mieć sukienkę na jeden dzień na sesje ślubną. Ja dzięki Bogu mam zaufaną krawcową która szyje w jednym z salonów a w domu sobie dorabia. Uszyła mojej siostrze suknie identyczną jak chciała! Wiecie za ile??? za 1500 zł. Ja liczę na podobną cenę :) Widać że się kobieta zna przegadałyśmy już kilka spraw, wiem że doradzi, albo odradzi mi co trzeba. W końcu na co dzień to robi. cieszę się, że ją znalazła siostra, bo jakby nie ona o nie wiem.... tyle za kiece dać? Pewnie nie miałabym wyjścia jakbyśmy jej nie znalazły. W naszej okolicy raczej się wypożycza sukienki, ale kiedyś dawało się 1500 zł za wypożyczenie, a to i tak było dużo, a teraz?? to jednak dużo za jeden dzień... Co najważniejsze suknia którą będę miała jest jedną z dwóch jakie przymierzyłam w salonie, to był pierwszy salon i dwie podobne do siebie suknie. Została mi w pamięci i w ostatnią sobotę do niej wróciłam, żeby się jeszcze raz upewnić :)
Obecnie zastanawiamy się nad kolorem przewodnim, a najbardziej nad kolorem sali mi się róże delikatne podobają ale Luby tego koloru nie lubi, myślimy o zielonym, w końcu to lipiec więc niech będzie wesoło, granatowy jest fajnym eleganckim kolorem, był w planie pomarańczowy. Ten kolor odpada, dlaczego? Oglądając zdjęcia stwierdziliśmy, że strasznie przytłacza. Zielony wygląda estetycznie. W naszej okolicy w modzie był kolor czekoladowy, niby fajnie, ale nie jesteśmy przekonani.
Ogólnie zaczynam czuć, że wielkimi krokami zbliża się nasze święto. Na myśl o słowach przysięgi wypowiadanych ukochanemu prosto w oczy ściska mnie w żołądku. Z przejęcia, z radości, bo to już tak blisko... nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Za pól roku będziemy małżeństwem... miło jest mi słuchać kiedy Luby tak cieszy się na ten ślub i nie może się doczekać... wczoraj mineło nam 7,5 roku razem... jak to można tyle chodzić????? :P Staramy się również zrobić coś dla siebie, żeby dzień ślubu i noc poślubna wniosła coś jakby nowego... więc staramy się być "Białym narzeczeństwem" próbowaliśmy od zaręczyn wychodziło raz lepiej raz gorzej... teraz nawet się trzymamy, byle do ślubu.... ;)
wtorek, 31 grudnia 2013
Kochane moje ja na sekundę chciałam wam życzyć aby ten nowy rok nie był gorszy od poprzedniego!! Zdrowia przede wszystkim!
U mnie rok kończy się kiepsko, wczoraj totalnie zachorowałam, wróciłam z pracy o 17 gorączka na całego, okropny ból wszystkich kości :(. Przeleżałam cały dzień, a dzisiaj? Wstałam i do roboty, bo remanent. Szef nawet nie wzruszony moją chorobą - no cóż życie :P Na koniec był szampan, a na święta dostaliśmy 100 zł na święta - miło.
Druga zła wiadomość tatę koło 16 zabrało pogotowie. Brat tam jest. Chyba będzie leżał po aparatami. Ciśnienie bardzo, bardzo wysokie. Człowiek wie niby, że wszystko będzie ok, ale człowieka żal ściska i gula w gardle rośnie kiedy mój brat (kiedyś o nim napisze) "żegna" się z tatą całuje... mama tak samą gula a mi łzy napłynęły do oczu... Nie pogardziłabym zdrowaśką za Niego...
Trzymajcie się jak jest zdrowie to można wszystko. Na prawdę!!!
U mnie rok kończy się kiepsko, wczoraj totalnie zachorowałam, wróciłam z pracy o 17 gorączka na całego, okropny ból wszystkich kości :(. Przeleżałam cały dzień, a dzisiaj? Wstałam i do roboty, bo remanent. Szef nawet nie wzruszony moją chorobą - no cóż życie :P Na koniec był szampan, a na święta dostaliśmy 100 zł na święta - miło.
Druga zła wiadomość tatę koło 16 zabrało pogotowie. Brat tam jest. Chyba będzie leżał po aparatami. Ciśnienie bardzo, bardzo wysokie. Człowiek wie niby, że wszystko będzie ok, ale człowieka żal ściska i gula w gardle rośnie kiedy mój brat (kiedyś o nim napisze) "żegna" się z tatą całuje... mama tak samą gula a mi łzy napłynęły do oczu... Nie pogardziłabym zdrowaśką za Niego...
Trzymajcie się jak jest zdrowie to można wszystko. Na prawdę!!!
sobota, 21 grudnia 2013
Były sukienki!!!
Tak jak w tytule, w tamtą sobotę odwiedziłam kilka salonów, przymierzyłam kilkanaście sukienek. Jednak co na żywo to na żywo, niektóre zdjęcia w ogóle nie oddają wyglądu sukni. Było fajnie! Obsługa bardzo miła, pomocna, można poczuć się jak gwiazda - dosłownie ;) Prawdopodobnie 27 pojadę znowu poprzymierzać ;)
Kilka sukni, które przymierzyłam ;) Który wasz typ???
nr 1
Kilka sukni, które przymierzyłam ;) Który wasz typ???
nr 1
nr 2
nr 3
nr 4
nr 5
piątek, 13 grudnia 2013
Łucja
Oprócz tego, że dzisiaj mamy piątek 13, to dzisiaj jest Łucji, podobno od dzisiaj do wigilii można "przepowiedzieć" pogodę, na cały kolejny rok.
"Stare przysłowie ludowe zdradza wskazówki, jak przewidzieć pogodę na cały nadchodzący rok. Wystarczy obserwować zmiany pogody każdego kolejnego dnia, poczynając od dnia św. Łucji - 13 XII, a kończąc w Wigilię - 24 XII. Dzięki takiej rozpisce bez problemu ustalisz pogodę na przyszły rok!
Wigilii, pokazuje przyszłoroczny grudzień. Pogoda między godz. 6 a 12 pokazuje, co będzie się działo między 1. a 15. dniem miesiąca. Z kolei aura po godz. 12 to pogoda na drugą połowę miesiąca."
Można stworzyć tabele codziennie wystarczy postawić krzyżyk przy słońcu - jeśli było słonecznie, przy chmurze - jeśli było pochmurno i w rubryce "opady", jeśli padał deszcz lub śnieg. W rubryce "temperatura" wystarczy postawić plus - jeśli było ciepło, a minus - jeśli był mróz. Korzystając z przepowiedni świętej Łucji, góralom udało się w 2009 roku przewidzieć październikowe śnieżyce. Przepowiednia jest więc niezawodna." ;)
Można wierzyć lub nie, ale nawet tak dla zaspokojenia własnej ciekawości można zobaczyć "sprawdzi się czy się nie sprawdzi"My w tamtym roku z tata moim notowaliśmy co i jak, jednak czasem się zapomniało, ale się nie chciało wpisać, z tego co kojarzę maj się sprawdził, to dokładnie pamiętam bo siostra miała wesele, więc ten miesiąc najbardziej nas interesował.
Wierzycie w pechowe piątki? Ja zupełnie nie. Ale nie mów hop, dzień się dopiero zaczął. Jestem dzisiaj sama na firmie. Więc pewnie do 17, albo 18, muszę pozamykać itp. Szef wyjechał na Śląsk na pogrzeb wujka... najlepsze w tym wszystkim jest to, ze ja miałam zaplanowaną wizytę w salonach, właśnie na piątek. Miałam mu o tym we wtorek powiedzieć, no ale.. W końcu powiedziałam o moich planach, szef zachował się w porządku i powiedziała, że któryś z tych dni da mi wolne, albo sobotę, albo piątek wszystko będzie uzależnione od dnia w którym będzie pogrzeb. Dzisiaj pojechali więc ja jutro mam wolne (oby nic się nie zmieniło).
Szczerze? Stresuje się, to będzie moja pierwsza wizyta i kompletnie nie wiem jak mam się zachować ;)
Bardzo Kocham tego mojego ukochanego faceta. Dba o mnie i troszczy się jak nikt. Kiedy mam problem z wszystkim mogę się do Niego zwrócić, on czasem mną potrząśnie sprowadzi mnie na ziemie, lub dzięki Niemu wzbije się jeszcze wyżej do nieba. Wczoraj z rana kilka moich smsów w sumie nieskładnych, na szybko pisanych, ale opowiedziałam w nich co mnie trapi. Że trzeba coś z tym więcej zrobić. Poczytałam jeszcze w internecie. Wieczorem co? "Ubieraj się jedziemy na zakupy, po kupimy co potrzeba, masz rację, pomożemy sobie nawzajem"
Potem żałowałam, że to wszystko powiedziałam, bo tak się o mnie troszczy, ze aż przesadza ;), ale z drugiej strony to miłe... Kocham Go !
(Chodzi o hormony, dieta, jajniki itp)
"Stare przysłowie ludowe zdradza wskazówki, jak przewidzieć pogodę na cały nadchodzący rok. Wystarczy obserwować zmiany pogody każdego kolejnego dnia, poczynając od dnia św. Łucji - 13 XII, a kończąc w Wigilię - 24 XII. Dzięki takiej rozpisce bez problemu ustalisz pogodę na przyszły rok!
Wigilii, pokazuje przyszłoroczny grudzień. Pogoda między godz. 6 a 12 pokazuje, co będzie się działo między 1. a 15. dniem miesiąca. Z kolei aura po godz. 12 to pogoda na drugą połowę miesiąca."
Można stworzyć tabele codziennie wystarczy postawić krzyżyk przy słońcu - jeśli było słonecznie, przy chmurze - jeśli było pochmurno i w rubryce "opady", jeśli padał deszcz lub śnieg. W rubryce "temperatura" wystarczy postawić plus - jeśli było ciepło, a minus - jeśli był mróz. Korzystając z przepowiedni świętej Łucji, góralom udało się w 2009 roku przewidzieć październikowe śnieżyce. Przepowiednia jest więc niezawodna." ;)
Można wierzyć lub nie, ale nawet tak dla zaspokojenia własnej ciekawości można zobaczyć "sprawdzi się czy się nie sprawdzi"My w tamtym roku z tata moim notowaliśmy co i jak, jednak czasem się zapomniało, ale się nie chciało wpisać, z tego co kojarzę maj się sprawdził, to dokładnie pamiętam bo siostra miała wesele, więc ten miesiąc najbardziej nas interesował.
Wierzycie w pechowe piątki? Ja zupełnie nie. Ale nie mów hop, dzień się dopiero zaczął. Jestem dzisiaj sama na firmie. Więc pewnie do 17, albo 18, muszę pozamykać itp. Szef wyjechał na Śląsk na pogrzeb wujka... najlepsze w tym wszystkim jest to, ze ja miałam zaplanowaną wizytę w salonach, właśnie na piątek. Miałam mu o tym we wtorek powiedzieć, no ale.. W końcu powiedziałam o moich planach, szef zachował się w porządku i powiedziała, że któryś z tych dni da mi wolne, albo sobotę, albo piątek wszystko będzie uzależnione od dnia w którym będzie pogrzeb. Dzisiaj pojechali więc ja jutro mam wolne (oby nic się nie zmieniło).
Szczerze? Stresuje się, to będzie moja pierwsza wizyta i kompletnie nie wiem jak mam się zachować ;)
Bardzo Kocham tego mojego ukochanego faceta. Dba o mnie i troszczy się jak nikt. Kiedy mam problem z wszystkim mogę się do Niego zwrócić, on czasem mną potrząśnie sprowadzi mnie na ziemie, lub dzięki Niemu wzbije się jeszcze wyżej do nieba. Wczoraj z rana kilka moich smsów w sumie nieskładnych, na szybko pisanych, ale opowiedziałam w nich co mnie trapi. Że trzeba coś z tym więcej zrobić. Poczytałam jeszcze w internecie. Wieczorem co? "Ubieraj się jedziemy na zakupy, po kupimy co potrzeba, masz rację, pomożemy sobie nawzajem"
Potem żałowałam, że to wszystko powiedziałam, bo tak się o mnie troszczy, ze aż przesadza ;), ale z drugiej strony to miłe... Kocham Go !
(Chodzi o hormony, dieta, jajniki itp)
środa, 4 grudnia 2013
Chwalę się
Tak tak tak!!! Trwam w swoim postanowieniu. Wiecie jaka jestem z siebie dumna? Przecież zawsze musiało być coś słodkiego, każdego dnia, bo jeżeli człowiek głodny w pracy, czy po pracy to najlepiej złapać kawałek batonika, czekolady czy ciastka. Nie wiem jak to się dzieje, że ja tych słodyczy nie jem. Przecież tyle razy próbowałam. Ale bardzo się cieszę. Zobaczymy co będzie w sobotę, bo spotykam się z dziewczynami moimi, powiedzmy że świętujemy moje spóźnione urodziny ;) Będzie sałatka jakaś, coś słodkiego i teraz pytanie czy wytrwam ;). Za to w niedziele jest dzień na możliwość jedzenia słodyczy, nie chciałabym się najadać, bo obawiam się, że mogę zaprzepaścić ten tydzień bez słodyczy, ale zobaczymy.
Wczoraj było kino, Igrzyska Śmierci... Film bardzo mi się podobał. Chyba nawet ta druga część bardziej mi się podobała niż pierwsza. Film trzymam w napięciu. a 2,5 h minęły w mgnieniu oka. Zapowiada się, że będzie kolejna trzecia część Do domu wróciliśmy po północy... nasze dni lecą okropnie szybko!
Co do mojej sukni ślubnej, idzie to bardzo ciężko. Oglądam i... nie ma sukienki która by mnie aż tak bardzo zachwyciła, że chce ją mieć. Nie byłam jeszcze w żadnym salonie. Nie mam najnormalniej czasu, PRZERAŻA mnie to... i wkurza jednocześnie, żeby człowiek nie mógł spokojnie iść poszukać kreacji na ten wyjątkowy dzień. Nie chce wiele, myślę tylko o sobocie wolnej. Nie wiem jak to będzie. Na razie oboje dajemy sobie czas do nowego roku, potem się zacznie. W lipcu ślub... zdarzę???
Wczoraj było kino, Igrzyska Śmierci... Film bardzo mi się podobał. Chyba nawet ta druga część bardziej mi się podobała niż pierwsza. Film trzymam w napięciu. a 2,5 h minęły w mgnieniu oka. Zapowiada się, że będzie kolejna trzecia część Do domu wróciliśmy po północy... nasze dni lecą okropnie szybko!
Co do mojej sukni ślubnej, idzie to bardzo ciężko. Oglądam i... nie ma sukienki która by mnie aż tak bardzo zachwyciła, że chce ją mieć. Nie byłam jeszcze w żadnym salonie. Nie mam najnormalniej czasu, PRZERAŻA mnie to... i wkurza jednocześnie, żeby człowiek nie mógł spokojnie iść poszukać kreacji na ten wyjątkowy dzień. Nie chce wiele, myślę tylko o sobocie wolnej. Nie wiem jak to będzie. Na razie oboje dajemy sobie czas do nowego roku, potem się zacznie. W lipcu ślub... zdarzę???
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Detox
Postanowienie adwentowe, nie jeść słodyczy, to jest myśl!!! Takie postanowienia robiło się za dzieciaka (ja nigdy), ale co mi tam... potrenuje swoją silną wolę (której brak). W niedziele będą małe dyspensy... na kawałek placka. Ja już czuje, że nie wytrwam... bo jak daje sobie jakieś postanowienie, to jak na złość ciągle o tym myślę, bo zastanawiam się, że wytrzymam :P Zobaczymy - próba nie strzelba, a jaka będę z siebie dumna jak wytrwam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









