Tata wyszedł ze szpitala po nowym roku, chyba 3. Niestety mimo otrzymania tabletek ciśnienie było wysokie. Nie było miło kończyć i rozpoczynać ten rok... Ja natomiast po nowym roku już nie poszłam do lekarza, czułam się fatalnie. Wiem, że wybrałam sobie kiepski moment na chorobę, w pracy remanent, ja osobiście pewnie bym szła, ale luby i mama nie pozwolili i dobrze. Wyszło, że mam anginę, całkiem możliwe, że gdybym się od razu się położyła i się leczyła, nie doszłoby do tego. A ja w poniedziałek przed sylwestrem się pochorowałam i dwa dni chodziłam do pracy z gorączką 38,8 stopni... miałam tylko dwa dni zwolnienia, więcej nie chciałam i po Trzech Królach wróciłam do pracy... szef się bardzo przejmował.. bo głos miałam nadal ochrypnięty, no ale pracować trzeba... ;)
W sobotę po chorobie, po świątecznym poniedziałku, czyli Trzech Królach wzięłam wolne, obawiałam się że nic z tego nie wyjdzie, ale jednak... i co? dalej jazda do salonów ślubnych. Chciałam tylko się upewnić co do sukienki. Bo mam już wybraną i jakby zaklepaną więc kamień z serce... jestem spokojna :) Ta sukienka od początku mnie urzekła, będzie w literkę A, na dole będzie miała koronkę z kryształkami, z gorsetem (prawdopodobnie bez ramiączek) na gorsecie tez jakieś aplikacje, będzie z trenem, nie za dużym delikatnym, bolerko będę miała koronkowe takie do łódki, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.
Moja sukienka w salonie kosztuje od 2500 zł, wypożyczenie 1900 zł, można zapłacić 200 zł żeby mieć sukienkę na jeden dzień na sesje ślubną. Ja dzięki Bogu mam zaufaną krawcową która szyje w jednym z salonów a w domu sobie dorabia. Uszyła mojej siostrze suknie identyczną jak chciała! Wiecie za ile??? za 1500 zł. Ja liczę na podobną cenę :) Widać że się kobieta zna przegadałyśmy już kilka spraw, wiem że doradzi, albo odradzi mi co trzeba. W końcu na co dzień to robi. cieszę się, że ją znalazła siostra, bo jakby nie ona o nie wiem.... tyle za kiece dać? Pewnie nie miałabym wyjścia jakbyśmy jej nie znalazły. W naszej okolicy raczej się wypożycza sukienki, ale kiedyś dawało się 1500 zł za wypożyczenie, a to i tak było dużo, a teraz?? to jednak dużo za jeden dzień... Co najważniejsze suknia którą będę miała jest jedną z dwóch jakie przymierzyłam w salonie, to był pierwszy salon i dwie podobne do siebie suknie. Została mi w pamięci i w ostatnią sobotę do niej wróciłam, żeby się jeszcze raz upewnić :)
Obecnie zastanawiamy się nad kolorem przewodnim, a najbardziej nad kolorem sali mi się róże delikatne podobają ale Luby tego koloru nie lubi, myślimy o zielonym, w końcu to lipiec więc niech będzie wesoło, granatowy jest fajnym eleganckim kolorem, był w planie pomarańczowy. Ten kolor odpada, dlaczego? Oglądając zdjęcia stwierdziliśmy, że strasznie przytłacza. Zielony wygląda estetycznie. W naszej okolicy w modzie był kolor czekoladowy, niby fajnie, ale nie jesteśmy przekonani.
Ogólnie zaczynam czuć, że wielkimi krokami zbliża się nasze święto. Na myśl o słowach przysięgi wypowiadanych ukochanemu prosto w oczy ściska mnie w żołądku. Z przejęcia, z radości, bo to już tak blisko... nie mam zielonego pojęcia kiedy to zleciało. Za pól roku będziemy małżeństwem... miło jest mi słuchać kiedy Luby tak cieszy się na ten ślub i nie może się doczekać... wczoraj mineło nam 7,5 roku razem... jak to można tyle chodzić????? :P Staramy się również zrobić coś dla siebie, żeby dzień ślubu i noc poślubna wniosła coś jakby nowego... więc staramy się być "Białym narzeczeństwem" próbowaliśmy od zaręczyn wychodziło raz lepiej raz gorzej... teraz nawet się trzymamy, byle do ślubu.... ;)
Koronki <3 <3 już mi się podoba :D będzie na pewno pięknie. :)
OdpowiedzUsuńJa miałam fiolet + właśnie wesoły zielony, taką limonkę. :)
Ooo to jest myśl! A taki ciemny fiolet bardzo nam się podoba!!
UsuńMy też chcemy taką limonkę :)
Widzę, że ten sam gust mamy. :D
UsuńNo widzisz jak sprawnie poszło :)
OdpowiedzUsuńJa też przymierzyłam chyba tylko z 5 i od razu wiedziałam, że to będzie TA ostatnia hihi! :) Takie rzeczy się czuje :D
My też mieliśmy zielone dodatki. Taki jasny zielony i wyszło świetnie! Jasno, świeżo i tak letnio :) Tylko trzeba wybrać fajny odcień zieleni :)
Co do mojego nastroju...ostatnio trochę nerki mi dokuczają, więc pewnie stąd mój nastrój bo jak coś boli to od razu człowiek przygaszony :-/
No czasu coraz mniej to fakt. A czas zapiernicza i zanim się obejrzysz to będzie JUŻ :) Mi sie strasznie dłużyło bo zima w tamtym roku długo trzymała i tak jakoś myślałam, że się nie doczekam. Za to teraz leci mi masakrycznie szybko i za parę dni będziemy już 6 miesięcy po ślubie :)
łał pół roku? ale zleciało.... to fakt.
UsuńCo do sukni ja byłam chyba w 4 salonach w każdym w sumie przymierzyłam 4-5 sukienek. Mimo, że w tym pierwszym mi się spodobała. Ale Luby stwierdziłby że mi się nie chciało :P a ja grzecznie posłusznie przymierzałam mimo że wiedziałam, że już chyba wiem :) zresztą nic mi to nie zaszkodziło.... :)
Zdrowie jest najważniejsze i chociaż by mi dopłacali, by pójść podczas do pracy choroby, bo ludzi nie ma, za żadne skarby bym nie poszła. Praca pracą, ale nie kiedy człowiek ma gorączkę.
OdpowiedzUsuńNo widzisz, i znalazła się sukienka. Fajnie też, że masz znajomą krawcową, wiesz już jak szyje i z pewnością będziesz zadowolona. Ja miałam to szczęście, że kupiłam już gotową, idealną, bez konieczności ingerencji w nią. Też z początku chciałam wypożyczyć, ale wolałam mieć swoją własną. Nienoszoną..
My po 4,5 roku się pobraliśmy ;-) I cieszę się poniekąd, że zdecydowaliśmy się po tym czasie na ślub, a nie czekaliśmy dłużej. Narzeczeństwem też specjalnie długo nie byliśmy, niecały rok.
Nasz kolor przewodni to był kolor morelowy. Piękny subtelny, delikatny :)
Ja też mogłabym kupić już w sobotę gotową. Tylko nie było w tym sensu krawcowa tą samą sukienkę uszyje za 1500 zł, wiec oszczędność ogromna :)
UsuńPs. dzięki za odwiedziny :)
Nie ma za co ;)
UsuńAh, jak miło się czyta takie notki :D ..
OdpowiedzUsuńPochwal się tą suknią jak masz jakieś zdjęcie ;) ..
No, rzeczywiście zaoszczędzisz na sukience i to sporo.
Nie lubię pomarańczowych i czerwonych kolorów przewodnich, zupełnie mi się nie widzą. Za to zielony będzie piękny :)
OdpowiedzUsuńMnie też przerażają ceny sukienek, ale z drugiej strony boję się czy krawcowa podoła - sukienkę na studniówkę uszyła mi śliczną, ale to była studniówka ;)
Mi się marzy właśnie zielony za kolor przewodni ale z kolei sala o której myślę ma niebieskie ściany w części tanecznej...-,-
OdpowiedzUsuńhaha ups to klops :P
UsuńCzyli wszystko do przodu
OdpowiedzUsuńAkurat co do wstrzemięźliwości przedślubnej, jeśli wcześniej się czystości nie zachowało, że tak po staroświecku się wyrażę :D to jestem przeciw (moim zdaniem taka sztuka dla sztuki), ale szanuję i życzę wytrwałości :-) Fajnie że suknia wybrana, fason A pasuje do każdej sylwetki i faktycznie raczej bez ramiączek. Dużo zdrowia dla Ciebie i taty!
OdpowiedzUsuńNo nie do końca się zgodzę. Zawsze można się nawrócić jak to i owo się zgrzeszyło :) Mnie na spowiedzi ksiądz ostatnio zapytał na święta (nie chodzę za często do spowiedzi, bo to działa odwrotnie :P niż powinno) zakazany owoc i takie tam... ;). No ale ksiądz zapytał czy próbujemy coś z tym zrobić i całe szczęście że próbujemy bo tak było i jest, bo w sumie nie wiem czy bym dostała rozgrzeszenie... a w tym wypadku chyba racja. Spowiadam się ze współżycia ale nie mam zamiaru się poprawić hm, śmierdzi mi tu nieważną spowiedzią - niestety ;/
UsuńO właśnie, a ja trafiałam na księży, którzy jakoś, hm, lekko do sprawy współżycia nieślubnego podchodzili - łącznie z tym, który nas do ślubu przygotowywał :-) i może dlatego stąd to moje podejście :-)
UsuńMożliwe, bo faktycznie bardzo różnie na to patrzą.
UsuńNajważniejsze że sukienka już jest i będzie :) A zielony wygląda fajnie, raz byłam u koleżanki na weselu i był to kolor przewodni - było świeżo i wiosennie :)
OdpowiedzUsuńFrytki smażę w piekarniku:) Wydaje mi się że kolor zielony taki delikatny będzie wyglądał super:)
OdpowiedzUsuń