środa, 18 września 2013

Brat mieszka pod Warszawą. Zapraszał nas kilkanaście razy, aż mi głupio, że ciągle powtarzam "nie wiem", albo coś w tym rodzaju. Chociaż bardzo, bardzo chciałabym pojechać. Bo uwielbiamy podróże te małe i duże. Jadąc do Warszawy pasowałoby w piątek wyjechać, inaczej się nie opłaca, za daleka trasa. Ale.. praca. Wszystko fajnie jak mamy pracę, bo fajnie, jest mieć kontakt z ludźmi, pieniądze itp itd, ale kiedy człowiek nie może wziąć urlopu wcale nie jest już tak super. Nie jest fajnie ludziom, którzy tak jak my wyjeżdżali sobie gdzieś, a to na tydzień w góry, a to na dwa dni do siostry, a to znowu góry, a to na sylwestra na narty, nawet w styczniu 2 lata temu udało się być w Portugalii na tydzień. Teraz, kiedy brat po raz kolejny jak był w domu zapytał kiedy przyjedziemy, moja siostra odpowiedziała "jak zmieni pracę" i otóż to!!! Niby mam urlop, ale tak naprawdę to go nie mam. Jak nie ma mnie w pracy to szef musi mnie zastąpić... i tak w swojej karierze miałam wolne tylko jak musiałam mieć, czyli w soboty, na wesela. Pracuje od poniedziałku do soboty, nie mam normowanego czasu pracy. Bo pracuje NIBY od 6:30 do 15, ale zazwyczaj wychodzę o 16, 17, 18, a nawet po 19, a zdarzało się i o 20. W soboty niby mam być do 14, ale z tym różnie bywa. Bywają dni, że jestem tak zmęczona, że nie mam siły na nic. Złoszczę się, bo nie ma czasu na nic, co mogę załatwić w niedziele to mogę, ale nie wszystko!! Najbardziej to złoszczę się o ten urlop.. ok sobota jeszcze mi da, czasami z krzywą miną. Ale urlop tygodniowy???? nie ma takiej opcji, a przecież mi się należy. Pracuje już tam ponad rok, a urlopu dłuższego niż dzień nie było... złości mnie każda sobota pracująca, gdyby choć jedna była wolna, to człowiek na spokojnie pojechał by za zakupy, czy ogarną dom...Teraz mój Luby mnie ściga, żebym wzięła chociaż piątek i sobotę wolną... ale jak???? nie wyobrażam sobie szefa siedzącego na firmie dwa dni! Ale tak bardzo chciałabym gdzieś pojechać i oderwać się trochę od codzienności, pobyć razem...
Dlatego wnoszę o to aby ktoś kto ma urlop, w październiku, nie narzekał tylko niech się cieszy, ze go w ogóle ma :) Ja dałabym się pokroić, żeby mieć tydzień laby.... :)

Ponarzekałam! Ale ogólnie chyba do pewnych spraw się trochę przyzwyczaiłam, mój Luby chyba nie... i wiem, że jak on tak by się ociągał z wolnym to byłoby mi strasznie przykro i byłabym zła. Więc muszę się jakoś postarać o ten urlop... choć 2 dni pod koniec września, albo chociaż początkiem października...

17 komentarzy:

  1. A na jakiej umowie jesteś?
    Strasznie niefajnie, że tak Cię traktuje. Przecież to czyste wykorzystywanie! Nie masz opcji na zmianę pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalna umowa o pracę na cały etat. Dostałam na rok od marca do marca. A wcześniej przez chwilkę z 3 miesiące byłam na czarno, bo o staż się szef ubiegał. Potem miałam pól roku właśnie stażu unijnego, po cichu mogę powiedzieć, że dopłacał mi. Teraz od marca do marca umowa. Wiesz z jednej strony fajnie, że jestem "niezastąpiona" (choć nie ma ludzi niezastąpionych) ale czasem to uciążliwe. Ja niby nie mogę narzekać bo płąci mi wszystkie nadgodziny, ile sobie godzin wpisze tyle mam, ale nadgodziny płaci "na lewo" w liście mam tylko od pon do piatku do 15, w soboty mnie niby nie ma :) szef niby w porządku, ale właśnie te soboty pracujące i to każde mnie dobijają i brak mozliwości urlopu dłuższego, bo nie ma mnie kto zastąpić. Żona szefa przychodzi już długo i się uczy, ale baba albo udaje, albo jest tak tępa, że no nie idzie jej to a kilka miesięcy już jest. Mimo, że ma mnie wszystko jej pokazuje. jak ja zaczynałam to szef co nie co pokazał, ale wyjechał w trasę musiałam sobie sama radzić, sama się domyślałam, czytałam w internecie itp.
      Zmiana pracy? Wiesz ciężko było mi znaleźć pracę, jak w końcu znalazłam chce się chwile jej trzymać, przynajmniej do ślubu. Tu mam bliziutko jakieś 10 minut pieszo, a do tego cześć idzie na życie, a większość odkładam na wesele. W "normalnej" pracy gdzie zarabiałabym tylko najniższą krajową nie byłoby wesoło z odkładaniem ;/ Zresztą u nas z pracą ciężko, jak jest i to z UMOWĄ trzeba się cieszyć dlatego na razie jest jak jest. Ale jeszcze chwile i zacznę się buntować, bo wesele przecież nawet nie będę miała kiedy sukienki szukać, ale po sezonie w zimie może będzie luźniej....

      Usuń
    2. I witam nową czytelniczkę :)

      Usuń
  2. No to mój mąż ma podobnie. Jest sam na stanowisku i jak przyjdzie wziąć urlop to jest ciężko. Bo wtedy jego szef musi też wziąć urlop [pracuje gdzie indziej jeszcze] żeby mój Krzychu mógł wziąć. Także popieprzone to wszystko jak cholera. Do tego wszystko na jego głowie a jest tego sporo.

    Mieliśmy jechać w podróż poślubną i też nie wiem kiedy nam sie uda bo teraz urlop to ciężko będzie mu wziąć, chociaż ma chyba jeszcze z 12 dni :-/

    Czasami trzeba ponarzekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie niby człowiek sie przyzwyczaił ale czasem taki dzien ze sie buntuje ;-)

      Ja mam to samo. Ze ja na bazie a szef w terenie. Jak mnie nie ma musi z wszystkiego rezygnować i jest uwiazany.

      Usuń
  3. Trzymam kciuki za urlop! A brat z której strony Warszawy mieszka? jak gdzieś niedaleko ode mnie to zapraszam przy okazji, zapraszam :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd ale nie wiem. On w Otwocku mieszka. A za kciuki bardzo dziękuję !!!

      Usuń
    2. Mieszkałam przez kilka miesięcy w Otwocku, 10 lat temu :-) Fajne miasteczko. Niestety kawał ode mnie, Otwock jest na południowy wschód od Warszawy, a ja rezyduję na południowym zachodzie, w sumie na podobnej wysokości ale Wisłę trzeba przekroczyć a do mostu daleko :-(

      Usuń
  4. Ty to się masz z tą pracą.....

    Znam to dobrze jak nie można wziąć urlopu, a i z dniem wolnym jest ciężko, bo mój Narzeczony niestety tak ma. O urlopie w tym roku już tylko może pomarzyć dlatego nasze wrześniowe wakacje nad ciepłym morzem przesuną się na styczeń/luty :/
    No, ale cóż takie jest życie. Mimo wszystko wysokie wynagrodzenie trochę niweluje te 'urlopowe niedogodności'.

    Ale wracając do Twojej sytuacji to naprawdę musisz postawić się szefowi.
    Przecież na czas Twojego urlopu (tydzień, dwa) może zatrudnić kogoś na umowę zlecenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe co Ty nie ma opcji na zatrudnienie kogoś. Przecież to śmieszne 2 tyg do 4 trzeba sie tego wszystkiego uczyć. Żona szefa chodzi. Właśnie po to żeby mi bylo lżej. Ze jak mnie nie ma to ona daje radę coś zrobić. Ale trace nadzieję ze sie kobieta nauczy. Zreszta teraz az tak źle nie jest. Ale jak mam pracowac po 10 czy 12 h to niech soboty wolne będą. Teraz nie mam domu na głowie. Ale po ślubie jak pojdziemy na swoje to wiadomo od bedzie inaczej. Zreszta szef sam mówi żeby żona sie uczyła bo po ślubie to nie bede chciala całego życia siedzić w firmie tylko mąż bedzie a jak pojdziemy na swoje to juz w ogole.

      Usuń
    2. A wam zazdroszczę planów na urlop. Styczeń to tez fajny miesiąc. U nas zimno a tam ciepełko

      Usuń
    3. Kurcze, no ale mimo wszystko tak jak sama już zauważyłaś, przez całe życie nie będziesz pracować 6 dni w tygodniu po 12 godzin.
      Przecież masz swoje życie, lada chwila będziesz miała rodzinę..
      Pozostaje mieć nadzieje, że żona szefa przyłoży się do 'nauki' i niebawem bez problemu będzie Cię zastępować. ;)

      Ja niestety wiem, że mój Narzeczony zawsze będzie pracował po 60/70 godzin tygodniowo, bo niestety taki urok Jego zawodu ;)

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za urlopik ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuje, ale fakt faktem jak masz ta pracę to trzeba się jej trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  7. pamietam jak tak pracowalam... wspolczuje;/ nawet z grypa szlam do pracy, bo gdyby mnie dwa dni ne bylo to pozniej bym chyba miesiac wszystko ukladala od nowa. Dobrzez ze chociaz niedziele masz wolne;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Ją również współczuję... nie moglabym tak pracowac... problem zeby mieć weekend wolny, a co dopiero jakiś dłuższy urlop? Dlugo bym tak nie pociągnęła... Wytrwałości życzę... albo lepszej pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzeba to przeczekać i myśleć pozytywnie. Z każdej sytuacji jest wyjście. Po premii o której ostatnio pisałaś można rozumować że Twój szef ma jednak ludzkie odruchy ;)
    Jest szansa na urlop :) Z rodziną warto bliski kontakt trzymać bo na znajomych nie zawsze można liczyć. Jeśli tylko będzie okazja wsiadajcie i jeździe do Wawy. Przy okazji coś pozwiedzacie ;)

    pozdr M.
    szeptyszczescia

    OdpowiedzUsuń