środa, 19 listopada 2014

Niech nikt mi nie wmawia, że po ślubie  jest nudno, gorzej, to bzdury totalne. Cudownie nam razem, kochamy się jeszcze bardziej, dojrzewaliśmy razem przez te wszystkie wspólne lata i ciągle się uczymy siebie i swojej miłości... a seks po ślubie to smakuje zajebiście!!!!!!!!!!!! :D

poniedziałek, 13 października 2014

3 miesiące później...

Nasz plener...



Kocham mojego męża... na moje 25 urodziny, zrobił mi najfajniejsza niespodziankę, otrzymaliśmy zdjęcia z pleneru... ukartowali to z fotografem. Uwierzcie, że jak człowiek czekał trzy miesiące to miał taką frajdę i radochę, że nic nie było w stanie przebić tego prezentu urodzinowego! :) To był bardzo miły dzień :)

Swoją drogą trochę was tu jednak zagląda, jak widzę w statystykach :)

wtorek, 7 października 2014

Fajnie mieć męża, który żadnej pracy się nie boi... ostatnio nawet pomalował mi włosy ;) a w niedziele dostałam śniadanie do łózka... heeeloł??????? kto mi go podmienił ;)

Pracujemy dużo, a raczej harujemy.. remontujemy nasz dom, oboje myśleliśmy, że pójdzie łatwiej i przyjemniej, masa prochu, pyłu, gruzu, demolujemy... będziemy lać strop, już bliżej jak dalej... ale jeszcze dużo roboty. Gdybyśmy o górze nie myśleli pewnie strop niebyły lany, ale że... to z myślą o dzieciach to dawaj betonowy strop, dużo z tym roboty... ogólnie nie spodziewałam się, że ja niby ta słabsza płeć mam tyle siły i potrafię pracować jak nie jeden facet. A ile pochwal od rodziny męża dostaje, nie wiem czego się spodziewali, że sam będzie na nas pracował... kto pomagał mężowi kiedy nikt nie przyjeżdżał? no oczywiście żona, kto dźwigał gruz, łopatowa glinę i ziemię? kto obcinał drzewa i targał to za dom?... a no żona. Zapowiedziałam, że jak mam tam chodzić tylko, żeby być to nie ma to najmniejszego sensu, więc mąż i teraz już chłopaki (bo pomagają) muszą mi zapewnić robotę, bo stać i patrzeć nie będę....Kolega nasz powtarza i ma 100% racji - rodzina to jest jednak siła... :)

środa, 3 września 2014

nasze dni...

Żona i mąż już na zawsze.... na palcach błyszczą złote obrączki i co teraz? jak jest? Jak nam teraz?

Na wspomnienie tamtego dnia uśmiech się pojawia... i żal, że tak szybko minęła ta noc... wiele momentów nie pamiętam... to z emocji, z radości ze szczęścia... bawiliśmy do 5 rano... a minęło jak jedna godzina. Do tej pory zastanawiamy się jak to jest możliwe, że ten najważniejszy dzień minął jak pstrykniecie palcem... szczęśliwi jesteśmy... a ja chciałabym tu wrócić i to wszystko opisać... :)

sobota, 21 czerwca 2014

..

Dziwne jest to życie teraz. Człowiek ciągle za czymś goni. Nie ma na nic kompletnie czasu. Robiliśmy malowanie w moim pokoju. Ogarniamy się z porządkami, a za trzy tygodnie nasz ślub, jejku jak to możliwe??? Wiele rzeczy już mamy, ale wydaje mi się, że wielu jeszcze nie mamy. Godziny pracy nie pozwalają na dojechanie do kwiaciarni, a pasuje już to załatwić. Garnitur kupiony, w końcu... buty, koszula, krawat jest... spinki również. Moja sukienka od jakiś dwóch tygodni wisi u mnie w pokoju, na haku. Krawcowa poleciła nie wsadzać jej do szafy, wyciągnąć z folii, w której była i ubrać w poszwę od kołdry - bawełnianą. Do 22.06  goście mają potwierdzić przybycie, a na razie tylko kilka osób to zrobiło i to w sumie Ci co wiedzieliśmy ;). Śmiejemy się bo chyba ludzie rozumieją to w taki sposób, że jak idą to po co dzwonić, a jest napisane na zaproszeniu wyraźnie. Księdza mamy ugadanego, organistę i dziewczynę z nim również. Oprócz Ave Maria zaśpiewa jeszcze "Panie proszę przyjdź" i "Jesteśmy tu..." My chcemy sami powiedzieć przysięgę.. (jeszcze myślimy), myśleliśmy żeby każde z nas w kościele przeczytało czytanie.. ale trochę się stresuje, że się przewrócę. Jeżeli my nie przeczytamy to na pewno drużka, moja siostra, to zrobi. Starościna (moja siostra) na prezent kupuje nam pralkę. A my chcemy zaszaleć i jeszcze przed ślubem kupić auto, żeby Luby naszym mógł pojechać do ślubu. Ja mam już biżuterię zakupioną, dwie pary butów, biustonosz, pończochy x 2. Fryzurę próbną robię 4 lipca, a makijaż 27 czerwca. Z rzeczy ważniejszych zostają nam statuetki dla rodziców, trzeba to w końcu zamówić. 5 lipca ja robię panieński a ukochany kawalerskie. Totalnie nie wierzę, że zostało tak mało czasu... na obecną chwile nie stresujemy się :)

sobota, 17 maja 2014

Coraz bliżej...

Coraz bliżej godziny zero! Wszystko dzieje się coraz szybciej... ja w siedzę ciągle na allegro w poszukiwaniu tego czego nam jeszcze brakuje. Zaproszenia w drodze (u nas zaprasza się maks 1,5 miesiąca przed), serduszka na podziękowania dla gości zamówione. W planie było zrobienie śpiewników weselnych, ale ciągle brakuje czasu. Ja jestem w trakcie robienia wstążek na alkohol i końca nie widać!! (Pokaże wstążeczki jak będę w domu) Piosenka na pierwszy taniec w sumie wybrana, chociaż zadowolona na 100% nie jestem, bo na you tube brzmi nie ładnie, trochę disco polowo, ale wiem jak nasz zespół to gra więc będzie ładnie :) Myśli nam walcem - noce i dnie, ale Luby ma stres(a) i chyba nic z tego nie będzie, nie mam mu tego za złe, bo i u mnie na pewno stresik by się pojawił :) Mamy tak wiele zrobione, a tyle jeszcze przed nami, boje się, że nie zdążymy... teraz trzeba jechać po garnitur, po buty i biustonosz dla mnie, pewnie kupie pończochy, żeby mieć z głowy... aaaaaaaaa tak mało zostało czasu!!! Kiedy to zleciało :) :) :)

Serduszka dla gości, będą prawdopodobnie kolorowe... jak będzie rodzina 6 osobowa, to każdy dostanie inne.. serduszka mogą być na magnesie :) 
Była opcja że aniołki, ale bałam się, że nie będą ładne a  takie serca to chyba fajniejsza opcja :)



środa, 7 maja 2014

Wybór nazwiska...

Po kolei załatwiamy wszystko, USC załatwiony 86 zł wpłacone... nazwisko wybrane, Jego... niestety dwa mi w żaden sposób nie pasowało. Zapytałam tylko czy Luby nie chce mojego... a kiedy wpisałam u siebie nowe nazwisko Luby się zaśmiał... tyle razy powtarzałam, że będą dwa albo moje, że Jego nie chce... a On mi na to odpowiadał, że w takim razie ślubu nie będzie... ;) Mnie wczoraj zaczęła ogarniać panika z tym nazwiskiem... jednak szkoda mi swojego całe 25 lat nazywałam się tak a nie inaczej... nawet wyczytałam w internecie, że jeszcze mogę zmienić... Luby się tylko ze mnie śmieje. Dostane przy jego nazwisku i tak naprawdę cieszę się z tego, tylko muszę to przetrawić. U księdza już też byliśmy, obawialiśmy się tej wizyty, bo z naszym proboszczem to różnie bywa, ale było całkiem fajnie... Protokół został spisany, pierwsze zapowiedzi będą wygłoszone w niedziele. Pytanie na protokole mnie w sumie nie zaskoczyły, byłam na to przygotowana... ale znam masę osób, które są tym faktem oburzone, bo jak on się może o to pytać.
Pytania:
Jak długo sie znamy? Na naszą odpowiedz, że 8 lat, zapytał czy to od gimnazjum. Lubego pytał czy jestem jego pierwszą dziewczyną, mnie czy Luby to mój pierwszy.
Pytał od kiedy myślimy o ślubie, czy zaręczyny były, a pytaniami dodatkowymi było czy sama wybierałam pierścionek, mówie że to była niespodzianka, na co proboszcz "o to super, to fajnie" czy rodzice akceptują, czy mam dobry kontakt z teściową, czy Luby się dogaduje z teściami, czy jako kobieta i mężczyzna jesteśmy zdrowi, czy jesteśmy wobec siebie szczerzy, czy nie mamy niezałatwionych spraw finansowych (ukrytych kredytów), czy były w rodzinie choroby psychiczne, czy my nie leczymy się psychicznie, czy się modlimy... czy paciorek mówimy:P, czy potrafimy ze sobą rozmawiać na każdy temat, ksiądz pytał się Lubego 'a jak u Ciebie jest z z alkoholem, pijesz? czy kiedyś się upiłeś?' na co Luby szczerze, że czasem pije, ale rzadko się zdarza ja wtrąciłam że teraz to rano się wstaje do pracy to i po co, a na pytanie czy był kiedyś pijany odpowiedział, ze się zdarzyło, więc dodał pytanie i jak się zachowujesz, na co ja ze śmiechem, ze spokojny jest. Pytał czy umiem gotować, gdy Luby potrafi gdzie będziemy mieszkać (ale to pytania dodatkowe z ciekawości pewnie), pytał czy chcemy przyjąć dzieci i ile ich chcemy mieć. Pytał czy nikt nas do ślubu nie przymusza, na nasze zgodne nie, dodał i nic? na co my się roześmialiśmy.
Na koniec dodał, że Luby to dobry jest, jako uczeń dobry fajny chłopak i że ja też. Dodał że myśli, że będziemy dobrym małżeństwem tylko żebyśmy się dogadywali itp itd
Spotkanie było naprawdę całkiem w porządku, mimo że troszkę stresik był, co nasz kochany proboszcz wymyśli, ale ogólnie było całkiem ok. Dostaliśmy kartki do spowiedzi pierwsza mamy odbyć w tym tygodniu, a kolejną w czwartek przed ślubem. Dobrze się składa, bo w niedziele Lubego chrześnica idzie do komunii więc do spowiedzi tak czy siak pasowałoby iść.

Ja w międzyczasie robię wstążki na alkohol brokatowe, niedługo zaproszenia przyjdą to będziemy mieć zajęcie... ;) Ogólnie to jesteśmy w szoku, że tylko dwa miesiące do ślubu!!!